(Anakin)
Od dłuższego już czasu siedziałem w sali do medytacji na starych, twardych materacach w zadumie przyglądając się trzymanemu w jednej ręce warkoczykowi padawana Ahsoki i mieczowi świetlnemu Van, który zaciskałem mocno w drugiej. Zamknąłem oczy i po raz kolejny spróbowałem otworzyć się na moc...Bezskutecznie. Zobaczyłam tylko ciemność zamiast kolorowych wici mocy, które tak pragnąłem ujrzeć. Zrezygnowany powoli wypuściłem powietrze z płuc zdając sobie, aż za dobrze sprawę, że jest to skutek nieuporządkowanych myśli kłębiących się w mojej głowie. Od odejścia Ahsoki nie potrafiłem się zupełnie na niczym skupić. Nie mogłem jeść, spać, medytować, a tylko to mi zostało po tym jak mistrz Windu stwierdził, że " muszę na razie ochłonąć po ostatnich zdarzeniach i nigdzie nie wolno mi się ruszać" Kolejne fanaberie..choć może...
- Anakinie, mistrzowie pytają kiedy zwolnisz salę- obejrzałem się na stojącego w drzwiach mistrza Kenobi'ego.
-Patrząc po moich postępach najwcześniej w przyszłym tygodniu.
Obi-wan zaśmiał się krótko,szybkim krokiem przemierzył salę i usiadł na podłodze,naprzeciw mnie.
- Wiem, że ci ciężko odkąd mistrz Windu zabronił ci opuszczać Świątynie- mówiąc cały czas patrzył w moje oczy.- I chcę żebyś wiedział, że jestem z ciebie dumny.
- Dumny?- zamarłem słysząc taka pochwałę z jego ust. Czyżby rzeczywiście Obi-wan Kenobi powiedział, że jest ze mnie dumny? Starałem się zachować powagę, ale uśmiech sam cisnął mi się na usta.
- Tak. Kiedy Rada wydała werdykt o...wydaleniu Ahsoki- na te słowa poczułem jakieś dziwne ukłucie w sercu- Spodziewałem się, ze będziesz krzyczał, wiesz jak to ty, głośno protestował. Jadnak ty zaakceptowałeś ich decyzje.
Tak, stałem jak kołek wbity w ziemię. Nie reagując patrzyłem jak Rada odbiera mi jedną z nielicznych osób, które naprawdę kochałem.
Przepraszam Ahsoko, nie miałem wyjścia.
- Chyba jednak czegoś się nauczyłeś. Wydoroślałeś.- położył mi dłoń na ramieniu.
Jeżeli "wydorośleć" oznacza duszenie w sobie emocji, to mój mistrz miał racje...wydoroślałem...chwilowo. Choć sam porównał bym się raczej do uśpionego wulkanu, w którym poziom lawy wzrasta z każdym dniem, a kiedy Van z powrotem znajdzie się na Coruscant , a miałem plan jak ją tu ściągnąć, Obi-wan będzie musiał przygotować się na ogromną eksplozje.
- Wszystkiego uczę się od ciebie- zmusiłem się nawet do nikłego uśmiechu. Spostrzegłem, jak wzrok Mistrza zatrzymuje się na moich dłoniach, w których wciąż spoczywały miecz i warkoczyk. Skrępowany schowałem ręce za siebie.
- Tęsknisz za nimi?- zapytał
- To chyba oczywiste, mistrzu-spojrzałem prosto w jego błękitne oczy.
- Zbyt się przywiązujesz.
Westchnąłem. Zapomniałem przez chwilę, ze Obi-wan jest człowiekiem podciągającym wszystko pod surowe zasady Jedi.
- Tak mistrzu.
Kenobi poruszył się lekko i zaczął podnosić się z ziemi. Po wyrazie jego twarzy wywnioskowałem, że zam nie był zbytnio zadowolony odpowiedzią jaką mi dał.
- Obi-wa'nie- zatrzymałem go- Powiedz mi, dlaczego właściwie Ahsoka została wyrzucona? Co zrobiła?
Mistrz przejechał językiem po wardze. Widać, zastanawiał się ile z tego co wie może mi zdradzić.
- Zabiła jednego z mistrzów.
- To wiem. Tylko skąd właściwie wiecie, że to była ona? Przecież oboje wiemy, ze to praktycznie nie możliwe- ton mojego głosu mimowolnie zaczął się podnosić- To nie mogła być ona!Dlaczego Rada tego tego nie widziała!
Stojąc z zaciśniętymi pięściami wpatrywałem się w mistrza,a wściekłość przeniknęła do wszystkich części mojego ciała.
- Dlaczego ich nie powstrzymałeś!- krzyknąłem może trochę głośniej niż zamierzałem. Obi-wan siedział jednak w dalszym ciągu na podłodze i powiedział niewzruszony:
-Nic więcej nie mogę ci powiedzieć.
Jego aura w mocy wyrażała bezradność.
***
Kiedy gwiazdy i księżyc pokryły w całości niebo nad Coruscant postanowiłem wreszcie wcielić w życie swój plan...nie było sensu zwlekać ani chwili dłużej zwłaszcza po zbyt wczesnej " erupcji wulkanu".
Pod osłoną nocy zakradłem się do swojego myśliwca Delta-7, modląc się w duchu, by wszyscy mistrzowie już dawno spali i nie zauważyli samotnego Jedi, okrytego długim, czarnym płaszczem, przemykającego przez świątynne korytarze. W nocy cała Świątynia wydawała się jeszcze bardziej tajemnicza niż za dnia. Ciemne korytarze oświetlone jedynie szarym blaskiem księżyca zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Skręciłem raz, potem znowu, aż dotarłem do celu...do doków startowych. Szybko odnalazłem swój myśliwiec. Stał obok innych, podobnych, ale różniących się od siebie kolorem. Mój był żółty. Otworzyłem kokpit, wdrapałem się do środka i wystartowałem zostawiając za sobą Świątynie i pozostałe budynki, lecąc w stronę gwiazd. Kiedy znalazłem się na tyle daleko by nie ściągać na siebie uwagi innych statków kursujących z Coruscant, na Coruscant zgasiłem silnik. Zamknąłem oczy i pozwoliłem prowadzić się Mocy. Kolorowe wici krążyły wokół mnie, rozprzestrzeniały się we wszystkich kierunkach. Głębiej zanurzyłem się w Mocy i wtedy to poczułem...ciepło i aurę, które pamiętałem tak doskonale z dziecięcych lat. Wici świeciły jasno jak wtedy, gdy po raz pierwszy jej dotknąłem...włączyłam silnik i obrałem kurs na Zewnętrzne Rubieża, by stamtąd wyruszyć na zupełny " kraniec" kosmosu.
_________________________________________________________________________
Oto rozdział drugi tym razem napisany z punktu widzenia Anakina. Mam nadzieję, że się wam podobał.
P.S.
Dziś swoje 34 urodziny obchodzi Hayden Chrisensen.
Życzymy ci: wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, samych świetnie odegranych ról i żebyś już zawsze był taki cudowny i wspaniały jak teraz!!!!<3
NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI!
Ms. Skywalker

Szalejesz z tym słownictwem, do tych fanaberii musiałam nawet używać słownika ;) Świetny rozdział, ale nie mogę się doczekać rozdziałów z Anakinem i Van razem ;3
OdpowiedzUsuńspóźnione wszystkiego najlepszego dla Haydena c;
hej :) rozdział świetny, tak jak poprzedni <3 bardzo coekawie opisujesz. Mam nadzieję że kolejne rozdziały będą tak dobre jak ten ;) mam jedną uwagę: piszesz bardzo krótkie rozdziały byłby lepiej gdybyś je przedłużała :*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Julka c: